22-10-2019, imieniny dzisiaj obchodza: Halki, Filipa, Przybyslawa


                                                        Chcesz się podzielić czymś z naszymi czytelnikami ?? Zadzwoń 516 955-325


 

 

Dni Połtawy w Koszalinie, a potem Moskwa i Krym
Dni Połtawy w Koszalinie, a potem Moskwa i Krym

   Kryzys w roku 1979 zaczął się przede wszystkim w sklepach. Miastem partnerskim Koszalina była /będąca jeszcze w ZSRR/ Połtawa. I ponownie byłem szefem biura organizacyjnego. Koszalin ostro przygotowywał się do tych DNI. Oczywiście w miarę możliwości rynku. Dla gości, poza deputatami żywnościowymi znalazło się to i owo nawet z BAŁTYWII /sklep dla wybrańców w darłowskim Kutrze/. A goście zaopatrzyli nas przede wszystkim w alkohol. Spotkania z zespołami na terenie województwa wspaniałe, bo kto jak kto, ale Rosjanie umieją wspaniale tańczyć i śpiewać. A organizatorzy?  Najczęściej wieczorami uszczuplali zapasy przywiezione przez Połtawian.


   Na jednym ze spotkań przy stole, nasi pobratymcy zauważyli, że ja wznoszę toast wodą mineralną. A paczemu? - padło pytanie. Kolega odpowiedział: On jest abstynentem. A jak po Waszemu nazywa się abstynent? – zapytał. A kto to taki? – Padło w odpowiedzi pytanie. To ten co w ogóle nie pije. U nas takich niet. Ogólny śmiech. Ale za organizację tych DNI otrzymałem dwutygodniowy pobyt w Moskwie i na Krymie. Załapałem się na ten wyjazd, ale  tylko dzięki mgr Mariannie Pawczyńskiej. Miał dostać ktoś z aparatu, ale Ona stwierdziła, że praca wykonana została wspaniale, toteż Januszowi P. się należy. Oj  działo się...

 


   Przylecieliśmy do Moskwy. Zakwaterowano nas we wspaniałym hotelu, ale na śniadanko dla trzydziestu kilku osób przyrządzono jajecznicę na blaszce od ciasta drożdżowego. Jak ją podzielić? Każdy dostał po łyżce tej potrawy, a ja głośno zaintonowałem: dziękuję za pyszne śniadanko! Ogólny śmiech na sali. No i byłem na celowniku do końca pobytu. Kiedy wyszliśmy na ulice Moskwy co chwilkę ktoś nas zaczepiał i pytał: dżinsy u Was jest? Dżinsów nie sprzedałem, ale za 40 rubli odkupił ode mnie koszulkę z pagonami i kieszonkami mieszkaniec zza Uralu, ponoć członek zespołu młodzieżowego, bo akurat jednemu z nich brakowało takiej koszuli. Za to kupiłem moim synom kolejkę PIKO.


   Lot na Krym. Zapowiedź: Piłot pierwowo kłasa… a lecieliśmy jak po wertepach. W trakcie lotu podeszła stewardesa i podała mi kubek z biereznym sokiem. Postawiłem go na stoliku umocowanym do fotela siedzącego przede mną, a Pani głośno: nu dawaj - pij bo inni czekają? Z tego samego kubka? Tak. Oddałem, nie wypiłem. Po przylocie na Krym zakwaterowano nas w hotelu dla innostrańców w Gurzów. Na każdym piętrze cieciowa. Rosjanom nie wolno było się kontaktować z przybyszami, a nawet plaża nadmorska podzielona była na sektory dostępne tylko dla wybrańców. Ale wieczorami!!! Handel kwitł jak na targowisku. Moi kompani do podróży przygotowani byli doskonale, ponieważ nie raz tam już byli. Ja pojechałem na wycieczkę. Oj, szły tam jak ulęgałki: torby foliowe z nadrukami, koszule, dżinsy, a przede wszystkim gumy do żucia zwane przez tubylców ”żuwaczkami”. Jeden dowcipniś z mojej grupy sprzedał paczkę gumek do ścierania o zapachu truskawkowym jako „żuwaczki”. Pewnie żują do tej pory.


   Tereny przepiękne. Przede wszystkim niepowtarzalne jest to, co stworzyła przyroda. Gurzów jest rozmieszczone na półkach zbocza góry, obsuwającej się do Morza Czarnego. Serpentyną od góry do brzegu morza , droga-ulica a pośrodku strużka ze ściekami nie tylko z domów ale i sławojek .W samym Gurzów znajduje się dom, willa w której spotkali się kiedyś Puszkin z Mickiewiczem. No i Artek. Pionierskie miasto. Tam z kolei najlepsi,  wybitni pionierzy przebywali w nagrodę.

 


 

Zwiedzając Artek naliczyłem 36 pomników, pomniczków i popiersi Lenina. A uczestników obowiązywał rygor jak w wojsku: pobudka, zaprawa, szyk zwarty na posiłki, odprawy, wykłady na temat wielkości Sajuza. Gurzów to piękne miasto, podobnie jak kolejne, które zwiedzaliśmy: Botaniczeskij Sad , Jałta i wynurzający się z Morza Czarnego, przepiękny AJUDAH. Patrząc na  tę Niedźwiedzią Górę  masz w myślach mickiewiczowskie strofy:


Lubię poglądać wsparty na Judahu skale,
Jak spienione bałwany to w czarne szeregi
Ścisnąwszy się buchają, to jak srebrne śniegi
W milionowych tęczach kołują wspaniale

 



   W Gurzów, jak zapewne wszędzie w tym kraju, życie towarzyskie kwitnie w miejskich wychodkach, ale jakich? To miasto leży nad brzegiem morza Czarnego. Na platformach, poprzegradzane winnicami, biegną kręte uliczki, a przy nich stoją domki a także wychodki. Wewnątrz takiego baraczku po jednej stronie /mówię o męskich/ są dwie deski zbite w koryto z jedną częścią wychodzącą na ulice - to pisuar. Po drugiej stronie pomieszczenia są też dwie deski, ale położone na płask, nad głęboka dziurą - to sedesy. Tam panowie usadowieni w szeregu, załatwiają swoje potrzeby fizjologiczne, rozprawiając na tematy codziennego życia, polityki i najbliższych. Ale integracja! Co?


   W Gurzów chciałbym mieszkać nawet w szałasie, na łonie przyrody, bo jest tam ona niebiańska. Z tej wyprawy moi współtowarzysze przywieźli krocie rubli. Ja natomiast enerdowską kolejkę elektryczną PIKO, kupioną za ruble ze sprzedanej koszulki, oraz dwa czerwone szampany - z których jeden zarekwirowała mi celniczka na warszawskim terminalu Okęcie. No i wspomnienia na całe życie.

 

Tekst:Janusz Pietrzykowski



paris_, 08-08-2012, odsłon: 7069

Dodaj komentarz
Twoje imie i nazwisko:

Wpisz komentarz:


Przepisz kod zabezpieczający:



 

 

 

Szukaj:
Gdzie kupujesz ubrania?
W galerii handlowej
Na bazarze
W sklepie z odzieżą na wagę
W innym miejscu
Nie kupuję ubrań
Za pomocą internetu

Wyniki